piątek, 29 marca 2013

Rozdział 15.

*Oczami Harry'ego*

-No szybciej chłopaki! Bo się jak zwykle spóźnimy! - Krzyczał z dołu Liam. Nie miałem ochoty dzisiaj się wypowiadać jak zwykle w jakimś głupim wywiadzie, podpisywać kolejne miliony płyty czy coś tam. Nie, dzisiaj chciałbym teraz jak zwykły człowiek położyć się do łóżka i rozmyślać nad dręczącymi go problemami życia... Ubrałem biały t-shirt, zwykłe czarne spodnie oraz białe conversy. Narzuciłem na swoje ciało cząsteczki moich ukochanych perfum i zszedłem na dół. Chłopcy byli gotowi. Spoglądali na mnie jak na jakiegoś przybłędę, kiedy ja naprawdę cierpiałem... Wyszliśmy bez słowa. Wsiedliśmy do mojego samochodu i po jakiś 15 minutach znaleźliśmy się pod budynkiem w którym ma odbyć się wywiad. Szliśmy za Paul'em przez długi, ciemny korytarz. Uchyliliśmy czarne, ciężkie drzwi i usiedliśmy na kremowych, skórzanych fotelach. Wystrój tego pomieszczenia dość mi się podobał. Było zarówno elegancki jak i tajemniczy. Na pierwszy rzut oka można było zaznaczyć, że właściciel musiał wydać dość sporą ilość pieniędzy na projektanta wnętrz. W pokoju panowała cisza. Chłopcy jedynie spoglądali na mnie kątem oka. Zauważyłem to mimo, iż moja głowa już od jakiejś 1 minuty wisiała bezwładnie ku dole. Nagle znikąd pojawiła się szczupła kobieta. Na oko około 24 lat, ubrana była w szarą marynarka, czarnymi szpilkami oraz  spódniczką dosięgającą kolan. Jej długie, blond włosy opadały na jej długie plecy. Nie zwracałem na nią uwagi, ciągle moje myśli zajmowała jedna, wyjątkowa osoba...

*Oczami Caroline*

Wczorajszej nocy musiałyśmy się nieźle wyszaleć skoro obudziłyśmy się o godzinie 10 na podłodze. Jest sobota. Tak, tak chyba dobrze przeczytałam na kalendarzu. Przekręciłam głowę w prawo i spojrzałam w okno. Padał deszcz ze śniegiem, ale przecież jest 28 stycznia 2012. < Muszę zmienić datę bo jakoś mam teraz do niej wenę :). >, więc cóż chcieć od stycznia? Wstałam z podłogi i wyjęłam jakąś bluzkę z napisem ''dreams'' oraz jakiś dres. Weszłam do łazienki wykonałam poranne czynności i wyszłam. Alex już nie spała czekała na swoją kolej. Weszła do łazienki a ja upięłam włosy w niedbały kucyk. Zeszłam do kuchni i przygotowałam najprostsze tosty. Położyłam posiłek na stół w jadalni, usiadłam na siedzeniu i zajadałam się tostami. Po jakiś 5 minutach dosiadła się Alex i rozpoczęła konsumować śniadanie. Siedziałybyśmy w ciszy gdyby nie mój nowy sąsiad puszczający na maksa jakieś durne piosenki. Po zakończeniu śniadania pozmywałam naczynia i usiadłyśmy na kanapie. Włączyłyśmy jakąś starą stację telewizyjną i z zanudzonym wzrokiem wpatrywaliśmy się w średniowieczne postacie. Usłyszałam dzwonek do drzwi, natychmiast zerwałam się na równe nogi i zamierzyłam w kierunku drzwi. Uchyliłam je lekko i wyjrzałam kto miał zamiar mnie nachodzić. Był to Mark... Były Alex. Nienawidziłam go, to przez niego moja przyjaciółka popadła w depresję. Siedziała miesiącami w swoim pokoju, rzadko kiedy się z nią widywałam. Był pijany. Można to było dostrzec już na pierwszy rzut oka, ledwo trzymał się na nogach. Nie zwracając na mnie uwagi wszedł do mojego domu i podszedł szybkim krokiem do Alex. Pochwycił jej nadgarstki i zacisnął w swoich pięściach. Podbiegłam do nich próbując go jakoś uspokoić. Krzyczałam, uderzałam go pięściami w plecy. Nie zwracał uwagi na moje poczynania. Alex jakoś wyrwała się z uścisku chłopaka i wymierzyła mu z otwartej dłoni prosto w prawy policzek. Nie powiem moja przyjaciółka miała dość dużo siły. Uciekła czym prędzej do góry, a Mark wyszedł jakby nic się nie stało z mojego domu. Zaraz po jego wyjściu Alex zeszła i usiadła na fotelu.
-Kiedy on mi da wreszcie spokój? - Powiedziała zdenerwowana.
-Może wkońcu mu przejdzie... - Spojrzałam na nadgarstki przyjaciółki., były  całe czerwone. Alex zwróciła na nie wzrok i lekko dotknęła.
-Nie bój się to nic nie boli... - Uspokajała mnie Alex. Nie chciałam jej uwierzyć jednak uległam po jej ślicznym wzroku....

*Oczami Liama*

-Wkońcu! - Zaczął krzyczeć zmęczony wywiadem Louis wdychając świeże powietrze.
-Jeszcze tak ciężkiego wywiadu to nie mieliśmy.... - Rzucił Harry. Zwróciłem na niego swój wzrok, jego twarz momentalnie opadła ku szaremu chodnikowi na którym staliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. Po 15 minutach już stanęliśmy przed drzwiami wejściowymi. Jak dzika zwierzyna rzuciliśmy się na czerwoną kanapę. Harry jedynie powędrował do swojego pokoju. Ruszyłem za nim. Lekko zapukałem w drewniane drzwi i nie czekając na odpowiedź wszedłem do środka. Usiadłem na łóżku zaraz obok Hazzy. 
-Co się stało? - Spytałem troskliwie przytulając mojego przyjaciela. Wtulił się jeszcze bardziej. Poczułem jak pojedyńcze łzy Harry'ego wsiąkają w moją bluzkę. Po jakiś 5 minutach się uspokoił. Przetarł twarz i położył się na łóżku.
-Ja tak już dłużej nie mogę... - Znowu jedna samotna łza spłynęła po jego twarzy. 
-Czego nie możesz? - Spytałem łagodnie.
-Tego wszystkiego... - Podniósł się energicznie. - Zresztą ty tego nie zrozumiesz. - Ponownie jedna mokra smuga pozostała na bladej twarzy Harry'ego. 
-Powiedz... - Przetarłem dłonią po policzku przyjaciela. 
-Caroline...- Otworzyłem szeroko oczy.
-Co się z nią stało? - Spytałem z niedowierzaniem.
-Mówiłem, że tego nie zrozumiesz.... - Ukrył twarz między dłońmi. - ... Ja-ja-ja.....ją kocham... - Jąkał się.
-Nie bój się wszystko będzie dobrze... Może ona też odwzajemnia twoje uczycie tylko to ukrywa? - Próbowałem jakoś go pocieszyć, ale sam byłem w szoku. 
-Widziałeś jaka jest zakochana w Niall'u ?! Nie mógłbym mu odbić dziewczyny! - Zaczął ściskać dłoń ze złości. 
-Nie martw się przejdzie ci, a zresztą znajdziesz kogoś lepszego... - Powiedziałem.
-Nikt nie zastąpi jej miejsca w moim sercu.! Słyszysz? Nikt... - Teraz już się rozkleił. Wstałem i chciałem już wyjść, jednak Harry mi na to nie pozwolił. 
-Tylko nikomu nic nie mów... Proszę. - Pokiwałem na zgodę i zszedłem do chłopaków. Harry naprawdę wyglądał na zakochanego, tylko jak mu pomóc w tej sytuacji?...

*2 godziny później*
*Oczami Alex*

Rodzice Caroline powinni już ty być bardzo dawno. Wraz z przyjaciółką niecierpliwie czekaliśmy na jakikolwiek znak ich życia. Była już godzina 22:38. Siedziałyśmy niespokojnie w kuchni. Kiedy nagle mój telefon zaczął wibrować. Natychmiast odebrałam. Myślałam, że to rodzice Caroline nie mogący się do niej dodzwonić. Myliłam się, był to Liam. Chciał, abyśmy do nich jutro przyjechały. Zgodziłam się i rozłączyłam.
-Słuchaj... A może zostają tam jeszcze na 1 dzień? Niepotrzebnie się tak denerwujemy. Chodź pójdziemy się położyć. Jutro napewno obudzimy się a twoja mama jak zwykle będzie robić swoje przepyszne naleśniki z nutellą. - Uśmiechnęłam się serdecznie w stronę Caroline. Chyba ją uspokoiłam, bo posłusznie wstała i poszła pod prysznic. Weszłam po ciemnych schodach na górę i pojawiłam się w pokoju przyjaciółki. Usiadłam na podłodze i spokojnie czekałam na swoją kolej do łazienki. Usłyszałam dźwięk telefonu Carole, bo jak zwykle zostawiła go byle gdzie. Posłusznie wstałam i odebrałam. Byli to rodzice Caroline. Wyjaśnili mi dokładnie dlaczego ich jeszcze nie ma w Sheffield i kiedy mają zamiar się pojawić w domu. Pożegnałam się grzecznie i wróciłam do poprzedniej czynności. Po około 15 minutach otworzyły się drzwi a zza nich pojawiła się Caroline owinięta miętowym ręcznikiem.
-Kto dzwonił? - Spytała grzebiąc w jednej z półek. Wyjęła niebieskie spodenki w kratkę oraz idealnie dopasowaną szarą bluzkę.
-Twoi rodzice. - Odpowiedziałam. Automatycznie jej głowa została skierowana ku mojej twarzy. Jej oczy wyczekiwały kontynuacji, obawiała się chyba najgorszego, bo z jej dłoni wypadły wcześniej przygotowane ubrania. -Nie bój się, nic im się nie stało. Zatrzymali się w Polsce, w waszym domu i planują cię tu zostawić. - Zaczęłam się śmiać. Mina mojej przyjaciółki wyglądała mniej więcej WTF?! Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Kiedy się uspokoiłam wyjaśniłam jej, że postanowili odwiedzić jej rodzinę, chcą tu wrócić dopiero za 5 dni i zostawiają w jej rękach dom. Kazali tez przekazać, aby się tak o nich nie martwiła. Po przekazaniu jej wiadomości chwyciłam wcześniej przygotowane ubrania i poszłam wziąć kąpiel. Wyszłam po około 45 minutach. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał godzinę 00:37. Nie chcąc znowu obudzić się tak późno poszłyśmy od razu spać...

*Rano godzina 8.30*
*Oczami Harry'ego*

Znowu nieprzespana noc. Kolejny sen jakby wyglądał mój poranek u boku tej jedynej, tej która zawładnęła mój umysł, ciało, myśli... Każdy jej najmniejszy ruch to dla mnie bajka która mogłaby nie mieć końca. Jednak to wszystko wydawało mi się nierealne. Ja i ona. Piękna księżniczka która czekała na swojego księcia, który nie potrafił znaleźć drogi do jej zamku. Ktoś go zastąpił znalazł mapę i mu ją odebrał, a ona nie wiedząca o uczuciach drugiego przyjęła pierwszego... - Takie rozmyślenia zajmowały moją głowę codziennie odkąd zobaczyłem Caroline. Leżałem na swoim łóżku. Otulony ciepłą kołdrą bez nikogo, sam samiutki jak palec. Wpatrywałem się w kropelki deszczu spływające po szybie. Były smutne, tak jak ja. W pewnym sensie opisywały mnie. Same, smutne, bez radości... - Z moich rozmyśleń wyrwał mnie mój najlepszy kumpel, Louis. Wbiegł bez pukania do mojego pokoju i skakając  po moim łóżku krzyczał: ''Bódź się królewiczu Harry!''. Jak na skazanie wyszedłem spod kołdry i zawlokłem się do łazienki. Wykonałem poranne czynności i ubrałem się w jakiś szary t-shirt i czarne spodnie. Zszedłem na dół i pochwyciłem jedynie jabłko. Wziąłem gryza i zwróciłem wzrok na chłopców zajadających pizze.
-Fast food'y o poranku? - Spytałem gryząc kawałek jabłka.
-Czemu nie? Tylko to mieliśmy w lodówce. - Powiedział Niall. Przewróciłem oczami i poszedłem ze smutkiem na górę. Słyszałem kroki za moją osobą lecz nie przywiązywałem do tego wagi. Wszedłem do swojego ''królestwa'' i usiadłem na swoim nie pościelonym łóżku. Usłyszałem skrzyp drzwi, nie wiem czemu, ale to lubiłem. Zobaczyłem w nich mojego najukochańszego, głupiego przyjaciela który mnie rozumiał i nigdy nie mogłem przed nim niczego ukryć. Przekręcił głowę na lewą stronę i pewnym krokiem podszedł do mnie. Usiadł na moim łóżku.
-Oj, oj loczku... - Powiedział Lou przyciskając moją głowę do swojej klatki piersiowej.
-Słucham?! - Powiedziałem lekko oburzony próbując oderwać swoją głowę od przyjaciela.
-Co ci leży na wątrobie? No już wyżalaj się wujkowi Tomlinsonowi... - Powiedział klepiąc mnie no udzie.
-A co cię to obchodzi? - Spytałem unosząc brew ku górze ze smutkiem na twarzy.
-Posłuchaj loczek! Nie wyjdę z tego oto pokoju... - Powiedział wskazując na każdą ze ścian. -... Dopóki szanowny pan Styles nie powie swojemu przyjacielowi co mu siedzi na wątrobie. - Dodał z oburzeniem krzyżując dłonie na klatce piersiowej...
-No dobra! Wygrałeś... - Powiedziałem biorąc głęboki wdech, z wyrazem twarzy jakby ktoś mnie właśnie skazywał na najgorsze. - Nie wiem jak ci to powiedzie.... - Nie dokończyłem, bo Lou mi przerwał.
-Wiem zakochałeś się w Caroline. - Powiedział triumfalnie. Z wrażenia moje oczy szeroko się otwarły.
-Skąd.... - Nie dokończyłem.
-Jestem twoim przyjacielem wiem o tobie więcej niż ty sam o sobie. Nie trudno rozszyfrować, że twoje dziwne zachowanie było spowodowane Caroline. Za każdym razem kiedy ona wraz z Niall'em się przytulała ty uciekałeś, bądź płakałeś w swoim pokoju. Nie jestem taki głupi jak wyglądam. - Pukał się palcem w czoło, pokazując szereg białych ząbków. Wziąłem wielki, ciężki wdech. Przełknąłem ślinę.
-I co mam teraz zrobić? - Spytałem. Lou odwrócił swoją twarz ku mojej...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wkońcu rozdział 15. ^^ Coś tak jakoś weny nie mam, no cóż. Przepraszam za błędy i wszystko co tu jakoś nie pasuje. Dziękuję za wszystkie odwiedziny i ogólnie. Czekam na komentarze. :)
Chyba nikt by się nie spodziewał takiego zwrotu akcji, jednak to nie wszystko szykujcie się na więcej :D
Pozdrawiam Mrs. Styles. :) Ps. Zmieniłam nazwę ze względu na moją najukochańszą przyjaciółkę :))


Kocham tego gifa! <33 *.* 


Piękna pobudka śpioszka Niall'a przez Zayn'a. *.*

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 14.

*Oczami Caroline*

Obudziłam się o godzinie 14.00. Troszkę mnie zdziwiło, że pomimo wypiciu około 6 piw nie boli mnie dzisiaj głowa ani nie wzbiera na wymioty. Otworzyłam oczy, ujrzałam kremowe ściany, wystraszyłam się. Ze wczorajszej nocy pamiętam tylko troszkę, a później wielka pustka. Przekręciłam głowę w prawo i zobaczyłam ślicznie śpiącego blondaska. Był wtulony we mnie i bez koszulki. Spojrzałam na siebie, ubrana byłam jedynie we kremową bieliznę. Nie chcąc obudzić obudzić słodko śpiącego Irlandczyka postanowiłam nawet się nie ruszać. Tylko bardziej przytuliłam się do Nialla i usnęłam. 

*Oczami Alex*

Była godzina 14.30. Otworzyłam oczy i rozpoznałam pokój Harrego. Przekręciłam głowę w lewo i zobaczyłam loczka głośno chrapiącego i przekręconego na lewy bok. Przytuliłam się do niego, położyłam rękę na jego torsie. Harry się przebudził bo odrzucił moją rękę w moją stronę. Wstał i wszedł do łazienki. Gdy tylko się lekko podniosłam doznałam wielkiego bólu w głowie. Położyłam się z powrotem na łóżko. Po jakiś 10 minutach Harry wyszedł z łazienki. Nawet na mnie nie spojrzał. Nawet pieprzonego dzień dobry nie wykrztusił. To bolało. Nie wiedziałam o co mu chodzi, raz się ze mną całuje a następnie mnie tak traktuje.
Z wielkim bólem wstałam i ubrałam się w ubrania z poprzedniego dnia. I nie patrząc na Harrego opuściłam z wielkim hukiem sypialnie w której spałam. Przeszłam korytarz. Zauważyłam, że drzwi z pokoju Nialla są uchylone, więc podeszłam do nich i lekko je pociągnęłam do siebie. Carlitta i blondasek smacznie sobie spali wtuleni w siebie, uśmiechnęłam się w ich stronę i zamknęłam drzwi. Zeszłam na dół i wyjęłam z torebki Carole wodę, którą za jednym łykiem opróżniłam co do kropli. Usiadłam na krześle przy blacie w kuchni i siedziałam tam nic nie robiąc, wgapiając się w ściany.

*30 minut później*

*Oczami Caroline*

Podniosłam powieki, spojrzałam na wskazówki zegara, wskazywały godzinę 15.00. Spałam wtulona w tors Nialla. Cudnie pachniał, ale to już szczegół. Przeniosłam swoją głowę na prawy bok. Irlandczyk już nie spał, patrzał na mnie tymi swymi cudownymi, niebieskimi tęczówkami, w których w każdej chwili tonęłam bardziej. 
-Dzień dobry. - Powiedział blondasek całując mnie w czoło, uśmiechając się przy tym.
-Dzień dobry. - Odpowiedziałam oddając pocałunek lecz w policzek. 
-Pamiętasz może coś ze wczoraj? - Spytałam przytulając się do jego torsu.
-Niestety nie, ale Liam będzie pamiętał. - Cmoknął mnie delikatnie w usta. Przytuliłam się do niego bardziej, on owinął mnie swoimi ramionami. 
Może już to wspomniałam, ale ja byłam jedynie w kremowej bieliźnie a on w ciemnych bokserkach. Przewrócił mnie na plecy i zaczął łaskotać. Próbowałam ukryć swój śmiech aby nie pobudzić reszty skacowanych domowników. Nie udawało mi się to i śmiałam się coraz głośniej. Biegaliśmy, rzucaliśmy się na siebie, ogólnie świetnie się bawiliśmy w jego pokoju. Wkońcu drzwi się uchyliły a tam skacowany Zayn ledwo trzymający się na nogach. W samych bokserkach a na górę zarzucone jedynie jakaś cienka narzutka.  
-Możecie być ciszej.... głowa mi pęka... - Trzymając szklankę z wodą a w niej musującą tabletkę wygłaszał swój monolog. 
-Okey Dj Malik. - Rzuciłam. On przytaknął i biorąc łyk napoju opuścił pokój Nialla. 
Położyliśmy się na łóżku. Irlandczyk zaczął wodzić swym palcem bo moim brzuchu kreśląc na nim różne kształty. Rozmawialiśmy o niezbyt ważnych rzeczach. Po około 15 minutach zaczęłam ubierać swoje ciuchy, lecz Nialler chwycił mój nadgarstek i położył swoją koszulkę i bokserki obok mnie.
-Ale ja.... - Nie dokończyłam bo Irlandczyk przyłożył swój palec na moich ustach.
-Nic nie mów tylko idź się kąpać. - Wskazał palcem na drzwi łazienki, musnęłam jego policzek i poszłam wypełnić ''jego rozkaz''. Po jakiś 10 minutach opuściłam pomieszczenie i zeszłam na dół. Każdy tam już był. Wszyscy skacowani, no może oprócz mnie bo mi nic nie dolegało, dokuczało. 
-Co kac? -Zaśmiałam się. Oni popatrzyli na mnie błagalnym wzrokiem. Podeszłam do torebki i wyjęłam tabletki, które są przeznaczone na leczenie kaca. Weszłam do kuchni nalałam do siedmiu szklanek wody a do sześciu wrzuciłam tabletki. Podałam je każdemu i wszyscy chyba za pierwszym łykiem opróżnili swoje szklanki. Po jakiś 5 minutach troszkę im przeszło.
-Wooo!!! Ślicznie wyglądasz w tej zbyt dużej bluzce. - Powiedział Zayn. Zaśmiałam się i nic nie odpowiedziałam jedynie puściłam do niego oczko. Chciałam usiąść między Niallem a Harrym lecz loczek kiedy tylko obok niego przeszłam wyszedł na taras. 
Hazza dziwnie się zachowuje w moim towarzystwie. Kiedy obok niego przechodzę, siedzę tuż przy nim lub coś innego ucieka. Dawał mi do zrozumienia, że nie czuje się zbyt dobrze w moim towarzystwie. - Rozmyślałam. Spojrzałam w stronę kuchni, siedziała tam blondynka. Podeszłam do niej, usiadłam na krześle obok i obdarowywałam ją objęciami.
-Co się stało? - Spytałam z przejęciem. Alex podniosła swoją głowę. Wyglądała okropnie, jej lekki make up rozpływał się po jej bladej twarzyczce. Widać było, że płakała. Nie chcąc z niej wymuszać odpowiedzi, przytuliłam się do niej. Wstałyśmy i weszłyśmy do sypialni Nialla za pozwoleniem. Usiadłyśmy na łóżku na którym spałam. Alex ponownie zaczęła płakać. Próbowałam ją uspokoić lecz bez skutku. Po jej policzkach spływało coraz więcej łez, których wycieku nie potrafiłam opanować. Po jakiś 10 minutach chyba wyczerpały jej się zapasy. Pozostały jedynie mokre smugi....
-To jak teraz mi powiesz? - Spytałam z delikatnością, troską. Zważając na każde wypowiedziane słowo.
-Znowu... - Zaczęła. Przewróciłam oczami, bo przecież można było się zorientować o kogo chodziło.
-...Harry się jakoś dziwnie zacho.... - Nie pozwoliłam jej dokończyć zdania.
-Przejdzie mu! - Dodałam otuchy przyjaciółce na jej twarzy powrócił uśmiech. Jednak ona miała rację. Dziwnie się zachowuje, odkąd go tylko poznałyśmy tak prywatnie. Zawsze w wywiadach chłopcy opisywali go jako duszę towarzystwa.... - Z moich rozmyśleń wyciągnęła mnie Alex. Przyciągnęła mnie do siebie i z całej siły przycisnęła.....

*2 godziny później*

*Oczami Liam'a*

-To my już się zbieramy! - Krzyknęły dziewczyny zza progu. -Pa! - Dokończyły. Mieliśmy zamiar ich zatrzymać niestety nie dogoniliśmy ich. No cóż usiadłem na skórzanej kanapie i włączyłem tv. Niestety zbyt długo to się nie zrelaksowałem. Jak zwykle... Chłopcy <bez Hazzy> usiedli obok mnie. Wyrwali mi pilota i włączyli na jakieś kreskówki. Po około 5 minutach Harold wyszedł z pokoju i wszedł do kuchni. Wstałem za nim i pojawiłem się w ukochanym pomieszczeniu Nialla. Płakał, to było oczywiste. Rzadko mu się to zdarzało, lecz widzieliśmy to już nie raz. Ten płacz był inny niż zwykle... Nie potrafię go opisać. Harold siedział na krześle. Usiadłem obok, jako że chłopcy mówią mi wszystko zacząłem się go wypytywać.
-Dlaczego płaczesz? - Nic nie odpowiedział, zacisnął dłonie w pięść udając twardziela. Chciał płakać, lecz nie dał upustu swoim uczuciom. -Alex....? - Spytałem niepewnie. Harry odwrócił swoją bladą twarzyczkę w moją stronę. Jego malinowe usta się otworzyły...
-Ty nic nie rozumiesz... - Rzucił i czym prędzej wybiegł z kuchni pozostawiając mnie samego. -Nigdy się tak nie zachowywał. To musi być  cięższa sprawa.... - Rozmyślałem. Wyszedłem z pomieszczenia. Chłopcy wypytywali się o Harrego ja jedynie rzuciłem: Nie wiem. I wyszedłem na taras.

*Oczami Alex*

-Nie chcę ciągnąć tego tematu.... - Odpowiedziałam Carlittcie. Co za szczęście, że jej telefon zadzwonił, bo nadal byłabym przesłuchiwana. Poszła do drugiego pomieszczenia, zostawiając nie samą. Chwyciłam laptop i weszłam na Facebooka Carole. Miała zaspamowaną pocztę. Przeczytałam 5 z nich. Były to dziewczyny ze 3 lata od nas starsze. Pisały, jaka to Caroline jest grzeczna, że nie zachowuje się jak taka gwiazdeczka, że można z nią normalnie pogadać... Same miłe komentarze. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Caroline wróciła i usiadła obok mnie.
-Kto dzwonił? - Zwróciłam się do Carole.
-Moja mama dzisiaj wieczorem już ruszają do Sheffield. - Usiadła obok mnie. Pokazałam jej wcześniej mówione komentarze. To było dość dziwne, że aż tak bardzo media interesują się moją przyjaciółką. No cóż to były jedynie moje rozmyślenia. Poczułam wibracje w przedniej kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz. Jeszcze tego mi brakowało... - Pomyślałam i odebrałam.
-Czego?!
-Hej skarbie.
-Odwal się! K*rwa odwal! Nie jesteśmy już razem i nigdy nie będziemy!
-Daj mi szanse.
-Żebyś mógł mnie ponownie potraktować jak szmatę?! Nie dziękuję, nie skorzystam...
Bez zastanowienia rozłączyłam się i z całej siły uderzyłam telefon o szare panele. Usiadłam i nawet nie zauważyłam kiedy z moich oczu wyleciały pierwsze krople słonych łez... Mark dzwonił jeszcze kilka razy. Nie odbierałam... Po około 1 godzinie poszłyśmy do kuchni i przygotowałyśmy jakieś przekąski. Usiadłyśmy na sofie i włączyłyśmy jakąś denną komedię. Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy. Rzucałyśmy popcornem po całym mieszkaniu, biegałyśmy, przewracaliśmy meble do góry nogami, krzyczałyśmy jakieś głupie teksty przez otwarte okno do przechodniów i wiele innych durnych rzeczy. Po zakończonym seansie przebrałyśmy się w piżamki i zasiadłyśmy na podłodze w pokoju Caroline. Chwyciłyśmy jakąś butelkę i grałyśmy dość długo. Jednakże zmęczenie dało o sobie znać i nawet nie wiem kiedy zasnęłyśmy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo, bardzo przepraszam za tą dość sporą przerwę, ale same rozumiecie nauka, nauka i jeszcze raz nauka... No cóż gimnazjum cóż poradzić. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Ten rozdział pisałam aż 3 tygodnie.... Wiem, że mi nie wyszedł no ale cóż.
DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!!
Strasznie się cieszę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie to raduje... 
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta... : D
Do zobaczenia w następnym rozdziale. Myślę, że teraz pojawi się on szybciej.... : )


piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 13.

*Oczami Caroline*

Alex wybiegła bez mojego zdania do kiosku obok swojego domu. Chwyciłam laptop Alex i logowałam się na Facebook'a. Miałam 10 zaproszeń do znajomych, wszystkie zaakceptowałam i wylogowałam się. Weszłam w jakiś portal plotkarski i to co tam zobaczyłam zamroziło mnie. Widniały tam tylko tytuły : ''Wielka bitwa pomiędzy członkami ONE DIRECTION!'', ''Co to za dziewczyna?'', ''Fanka czy coś więcej?'', ''Randka? Czy zwykłe spotkanie?'' a pod każdym z tytułów nasze zdjęcie. Po jakiś pięciu minutach uchyliły się drzwi wejściowe. Alex weszła do środka z przeraźliwą miną nic nie mówiąc, podała mi tylko gazetę i usiadła obok mnie. Był tam znowu taki tytuł: ''Członkowie One Direction na spotkaniu z Fanką?'', otworzyłam artykuł i czytałam co do linijki co tam jest napisane. Opisywali tam, że jestem fanką która liczy na coś więcej lecz nic takiego nie będzie. To było podłe, chciało mi się płakać, uroniłam jedynie łzę która upadła na jedną ze stron, szybko przetarłam twarz. Na szczęście Alex nie zauważyła tego. 
-Ten sprzedawca zaczął się ze mnie śmiać widząc moje dłonie - Zmieniła temat śmiejąc się. Było to dość śmieszne. Chciałam coś powiedzieć lecz usłyszałam dźwięk telefonu Alex. Wstała i odeszła na chwilę posyłając mi łobuzerski uśmiech, ja pokazałam jej języki i skoczyłam do łazienki.
Po około 10 minutach wyszłam a Alex stała przede mną uderzając swoją stopą o podłogę, ręce miała splecione a jej oczy pożerały mnie wzrokiem.
-Co?! - Spytałam Alex nawet mi nie odpowiedziała chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła w stronę drzwi. 
-Wychodzimy. - Rzekła prowadząc mnie do samochodu.
-To widzę, ale gdzie...- Nie dokończyłam bo Alex przyłożyła swój zielony palec do moich ust. Spojrzałam na nią jak na idiotkę lecz uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech.
-Będę cię kierować! - Pokazała szereg białych ząbków i ruszyłyśmy.
Podłączyłyśmy mój telefon i zaczęłyśmy jak nienormalne śpiewać na cały głos. Zdążyłam zauważyć, że kierujemy się w stronę Londynu. Zrobiłyśmy sobie jednak przerwę na stacji benzynowej. Wysiadłam z auta, i nagle podbiegła do mnie mała dziewczynka.
-Moge plosic o autoglaf? - Spytała patrząc na mnie swoimi przepięknymi, wielkimi niebieskimi oczętami.
-Pewnie.... - Nie mogłam w to uwierzyć, że ktoś prosił mnie o autograf?! Dziewczynka podsunęła mi różowy notesik pod nos. Podpisałam białą kartkę. I zrobiłam sobie zdjęcie z jej rodzicami. Bardzo dziwiła mnie ta sytuacja lecz nie chciałam wzbudzać podejrzeń.
Rozmawiałam z nieznanymi mi ludźmi na stacji i po paru minutach mogłam wykonać to po co tu przyjechałam. Zapłaciłam pracownikowi i odjechałam. Alex jedynie chichotała, ale twardo trzymała swoją ''stalową'' twarz.

*Oczami Louis'a*

Była godzina 15. A nasz dom wyglądał jak po trzeciej wojnie światowej. Niall zjadał już chyba 7 paczkę żelków, Zayn stał przed lustrem mówiąc: ''Ale z ciebie seksiak. Mrrr...'', Harry wraz z Liam'em grał na Playstation, a ja biegałem bez powodu dźgając każdego z chłopców marchewką. Po około 15 minutach mi się znudziło i aby zrobić na złość chłopcom wybrałem numer Alex. Powiedziała, że za około 1 godzinę będzie na miejscu. Ja uśmiechając się zadziornie do chłopaków poszedłem na górę się przebrać i takie tam.
Oni tylko na mnie spojrzeli jak na wariata i kontynuowali swoją czynność.

*1 godzina później*

*Oczami Caroline*

W ciągu niecałej jednej godziny Alex i ja uśmiałyśmy się z przebiegu różnych dziwnych sytuacji które między innymi mnie spotkały. To w parku, na stacji benzynowej a gdy stanęłyśmy na czerwonym świetle jeden z kierowców robił nam zdjęcia przez szybę. Dziwne... Z moich rozmyśleń wyciągnęła mnie Alex. Kazała skręcić w obskurną uliczkę. Uważała, że jest to ''skrót''. Jednak po kilku minutach Al zorientowała się, że jednak nie nadaje się na kierownika. Zachichotałam, wzruszyłam ramionami i stanęłam. 
-To powiesz mi gdzie masz zamiar jechać?! Jak będę wiedzieć to przecież wiesz, że nas tam dowiozę!- Zaczęłam machać ręką przed twarzą mojej przyjaciółki. Ona jak wryta wpatrywała się w jedno miejsce.
-Caroline ruszaj!!! - Zaczęła krzyczeć. Nie wiedziałam o co jej chodzi. - Szybko!!! - Piszczała. Wskazała palcem na wprost. Przekręciłam głowę i ujrzałam jak w stronę mojego samochodu idą z 6 mężczyzn na oko 19-23 lat. Na głowach mieli czarne jak smoła kominiarki, ubrani byli w czarne dresy a w dłoniach trzymali : pałkę, szklaną butelkę i jeden z nich nóż. Nie wiedziałam co robić byłam zdezorientowana. Usłyszałam dźwięk tłuczonej butelki z przodu, spojrzałam a kawałki szkła leżały na masce auta. Alex zaczęła krzyczeć, abym wkońcu ruszyła. Z piskiem opon zaczęłam cofać. Mężczyźni zaczęli biec rzucając z rąk kolejne butelki na mój samochód. Wbiłam swą stopę w pedał gazu. Szybko opuszczając uliczkę i wracając na jedną z głównych dróg. W oczach Alex widziałam uspokojenie, lecz nadal oddychała dość ciężko. Siedziałyśmy przestraszone tym co się niedawno wydarzyło. 
-Jedź do chłopców.... - Rzekła na jednym tchu Al. Popatrzałam się na nia z wyrzutem
-To nie można było mi tego wcześniej powiedzieć?! - Zaczęłam krzyczeć na Al. Ona przytuliła mnie i się uśmiechnęła. Ja jedynie pokazałam zęby i ruszyłam w stronę domu chłopców.

*30 minut później*

Uspokojone i jak zawsze radosne dotarłyśmy pod dom chłopców. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Była godzina 16.50. Alex pewna siebie podeszła pod drzwi i zadzwoniła. Usłyszałam jak ktoś zbiega po schodach. Po ok. 2 minutach ukazał nam się Louis ślicznie ubrany i zadbany. Czuć było od niego zapach wody kolońskiej. Przytuliłam Louisa i pocałowałam w policzek. Wręczając mu do ręki reklamówkę marchewek. Lou zaczął krzyczeć z radości. Podniósł na rękach i zaczął mną podrzucać. Po chwili zaprzestał i opuścił mnie i zaprosił do środka. Chłopcy zaczęli się dziwnie uśmiechać na nasz widok a my na ich. Zayn był tylko w spodniach i odsłaniał swoją niebywały kaloryfer. Liam z Harrym byli cali z sera a Niall cały z jedzenia. Do chłopców dołączył Lou i wszyscy zaczęli się z nas śmiać. A my jak wryte stałyśmy przed nimi. Wkońcu przestali, Zayn podszedł do mnie i podniósł moją dłoń, powstrzymując śmiech. Spojrzałam na nią i zaczęłam się nią bić o czoło. Zapomniałam o moich zielonych dłoniach.... Na szczęście po drodze kupiłyśmy rozpuszczalnik bezpieczny dla skóry więc po nim powinno nam to paskustwo zniknąć. 
-Mogę?? - Spytałam wskazując na drzwi łazienki. 
-Nie krępuj się - Zaśmiali się. Al i ja natychmiast poleciałyśmy zmyć zieleń z dłoni. Słyszeliśmy tylko jakieś szmery, gonitwy, śmiech, kawały, wrzask i wiele innych. Po 10 minutowej męczarni wyszłyśmy już z czystymi dłońmi i zamierzyliśmy iść w stronę chłopców. Wszystko ucichło, nie było nawet słychać lecących w telewizorze reklam, które trwają wieczność. Pewnie poszli coś przekąsić.- Pomyślałam i paroma krokami znalazłam się w kuchni. Nawet tutaj nie było chłopców. Rozdzieliłyśmy się ja poszłam ich poszukać na górze a Alex na dole. Stawiałam stopy na schodkach i stanęłam naprzeciwko drzwi pokoju Liama. Grzecznie zapukałam i lekko uchyliłam drzwiczki. Nikogo tam nie było więc poszłam do następnego, <pokój Harry'ego> powtórzyłam czynność lecz tam była taka sama sytuacja. I tak w następnym i następnym. Wkońcu doszłam do pokoju Zayn'a. Zapukałam, uchyliłam drzwi, weszłam do środka. Podeszłam do okna, wyjrzałam przez nie i chłopcy wyskoczyli za mną. Zaczęłam piszczeć jak głupia. Chłopcy mieli ''polew''. Śmiali się, mi nie było do śmiechu, wystraszyli mnie tak, że chyba stoją mi włosy na głowie. Całe One Direction uśmiechało się do mnie. Schowałam swoją twarz w dłonie.
-Ooo....  - Powiedzieli przytulając mnie grupowo. Przytuliłam się do nich. - Już lepiej? - Spytali. Pokiwałam potwierdzając.
Opuściliśmy wspólnie pokój Zayn'a i udaliśmy się do kuchni. Niall znowu był głodny. Ja usiadłam na sofie. Z słów Nialla wywnioskowałam, że skończyło im się jedzenie. Przy sobie trzymałam torbę. Nialler podszedł do  mnie. Przybliżyłam do swojej klatki piersiowej swoją torbę. On popatrzył się na mnie z łobuzerskim uśmiechem, a jego niebieskie oczy napełniały radość. Wstałam z kanapy i z każdym krokiem blondaska w moją stronę cofałam się o jeden krok do tyłu trzymając w dłoniach czerwoną torbę. Przyśpieszyłam kroku kiedy tylko zauważyłam, że Niall zaczyna biegnąć też zrobiłam to samo. Chłopcy zaczęli się z nas śmiać.
-Oddaj!!! - Krzyczał biegnący za mną niebieskooki.
-Skąd ty wiesz, że mam jedzenie?! - Spytałam uciekając za chłopakami.
-Mnie nigdy nie oszukasz!!! Więc Oddawaj te żelki!!! - Zaczął grozić Nialler.
-To są moje żelki!!! - Uciekłam do kuchni. Mogłam wybrać inny kierunek,  ponieważ z tego pomieszczenia nie było wyjścia. W drzwiach ukazał się ucieszony Niall. Pocierając dłonią o dłoń uśmiechnął się łobuzersko. -Teraz już mi nie uciekniesz! Hahaha!!! -Krzyczał. Chłopcy bacznie się nam przyglądali. Podeszłam do okna chowając torbę za plecami. Niall zaczął mnie przytulać próbując wydostać biedne żelki. Jego dłonie wodziły po moich plecach. Co było bardzo przyjemne i co przyprawiało mnie o dreszcze.
-Posądzę cię o molestowanie. - Zaśmiałam się.
-Proszę bardzo! Ale i tak wygram. - Pewien siebie Niall kontynuował to co robił wcześniej. Zrezygnowana odpuściłam i pozwoliłam wygrać Niallerowi. On pewien swego otworzył żelki i jednym ruchem wsadził jednego z nich do ust.
-Zadowolony? -Spytałam przekręcając głowę na lewą stronę.
-Zawsze, jeśli w grę wchodzi jedzenie. - Uśmiechnął się i złożył delikatnego całusa na moim prawym policzku. Może się to wyda dziwne, ale ja przy nim czuję się jakbym znała go dłużej, tak przez cale życie. Mimo, że tak prywatnie to widzę go dopiero od paru dni to coś czuję do niego. To coś wyjątkowego, kiedy jestem obok niego, kiedy wyczuwam jego zapach łączący zapach ciała ludzkiego z wodą kolońską jestem w siódmym niebie. Tak to bardzo dziwne, czuję motylki w brzuchu ilekroć go widzę lub usłyszę jego imię. Nigdy się tak nie zachowywałam, nie mogę się skupić na prostych zajęciach. Nie mogę spać, bo rozmyślam co się stanie jutro, czy go zobaczę, albo może to zwykły sen. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Zwykła dziewczyna i niezwykły chłopak. Ona po prostu normalna nastolatka, on piosenkarz ze sławnego boysbandu przy którym piszczy miliardy pięknych dziewczyn a ja? Brzydka a do tego brunetka, przecież on może mieć każdą, blondynkę szatynkę, rudą.... Mimo, że wszyscy chłopcy ze szkoły ze mną flirtowali, komplementowali i rozmarzali ,aby chociażby spędzić ze mną chwilkę i dziewczyny które zazdrościły mi mojego charakteru i figury oraz wyglądu < według Alex oczywiście to wszytko . > to nadal czułam się okropnie brzydka. Moje rozmyślenia przerwał Niall.
-Coś się stało, że stoisz taka zamurowana? - Rzekł dotykając mojej prawej dłoni. Spojrzałam na jego śliczne niebieskie oczy. Wypełnione były radością, ale także zmartwieniem. Chciałam go troszkę rozweselić więc dotknęłam palcem jego brzucha, wiedząc, że w tym miejscu ma łaskotki. Niall zaczął się śmiać i pochylać. Ja nie przestawałam i nadal ''wbijałam'' palce do jego torsu. Wkońcu nie wytrzymał i obrócił do siebie plecami i z całej siły przytulał do swojej klatki piersiowej. Nie mogłam się poruszyć i chyba to Niallowi pasowało bo cały czas się śmiał a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Mi także odpowiadała ta sytuacja, trzymał mnie mój idol w którym jestem chyba zakochana. Wyczuwałam zapach jego perfum. Ale jak to na pozostałych chłopaków wypada, trzeba było popsuć tą chwilę. Wpadli do kuchni, a my oderwaliśmy się od siebie.
-Niall masz te żelki?- Odparł Liam podnosząc brwi do góry.
-Jasne, ja zawsze je zdobywam. - Odpowiedział Niall pokazując w moją stronę rządek zębów. Przewróciłam oczami i poszłam do salonu. Chłopcy przyszli po jakiś 5 minutach. Włączyliśmy film. Usiadłam między Harrym a Niallem. Po jakiś 10 minutach w salonie pojawiła się Alex.
-To fajnie ja was szukam tak długo, a wy sobie spokojnie filmy oglądacie? - Zaczęła krzyczeć Al z wyrzutem w oczach.
-No.... jakoś tak. - Powiedział Niall pakując do buzi te swoje żelki. Alex przewróciła oczami i usiadła obok Liama.
*2 godziny później*

*Oczami Zayna*

Po dwu godzinnym seansie usiedliśmy na podłodze. Zaproponowałem grę w butelkę. Każdy się zgodził więc   Harry czym prędzej pobiegł po pusty pojemnik po Power Ride. 
-To gramy na całusy czy coś więcej? - Loczek pokazał różowy język a brwi podniósł ku górze. 
-Na buzi, buzi bo przecież one się nie rozbiorą. - Odpowiedziałem patrząc w stronę dziewczyn. One tylko skrzyżowały ręce i przytaknęły na zgodę. Harry zakręcił pierwszy. Trafiło na Liama. Chłopcy pokazali wielkie oczy i spoglądali we wszystkie kierunki.
-No dawajcie! - Krzyczeliśmy.
-Przecież Loczku, sam zaproponowałeś na całusy. - Caroline potarła dłonią ramię Harrego dając mu otuchy.
-A nie możemy zmienić? - Spytali z nadzieją w oczach. Spojrzeliśmy na siebie i przytaknęliśmy na zgodę. Harry od razu pochwycił butelkę i zakręcił nią wokół swojej osi. Trzymał kciuki, zamykając swe zielone oczy. Butelka zatrzymała się naprzeciwko Alex. Loczek wypuścił powietrze z płuc, zbliżył się do blondynki i zaczęli się całować. Spojrzałem na zegarek, minęło 3 minuty. Odciągnęliśmy ich od siebie. Wykonując gest zachęcający do rozpoczęcia. Alex zakręciła butelką. Trafiło na mnie. Bez żadnego gadania przybliżyliśmy się i zaczęliśmy się całować. Była naprawdę świetna w tych klockach. Poczułem jak przygryza moją dolną wargę na co ja nie protestowałem. Całowaliśmy się tak z 5 minut. Wkońcu jeden z chłopców odciągnął nas od siebie, dając do zrozumienia abyśmy kontynuowali grę. Zakręciłem bezbarwną butelką padło na Caroline. Uśmiechnąłem się do siebie, strasznie mi się podobała lecz nie chciałem aby było to po mnie znać. Przybliżyliśmy się i zaczęliśmy. Caroline miała zamknięte oczy a ja całowałem ją z namiętnością. Ona nawet nie protestowała. Przygryzła moją dolną wargę. Świetnie całowała, muszę to przyznać, że całuje lepiej niż Pierre i Alex razem wzięte. Miałem ochotę zabić kogoś kto pociągnął mnie w tym pięknym momencie za koszulkę do tyłu, odciągając mnie od ust Carole. Uśmiechnąłem się ciepło w stronę Caroline. Ona odwzajemniła mój uśmiech. Niall przybliżył się do mojego ucha szepcząc: Nie zapędzaj się tak romeo. Ja uśmiechnąłem się do niego i spojrzałem na Carole dając jej znak aby zaczęła. Chwyciła butelkę i zakręciła ją z całej siły. Niall trzymający ręce za swoimi plecami trzymał kciuki. W jego oczach zauważyłem nadzieję. Można było się zorientować, że chciał aby czubek butelki wskazał jego. Niestety czubek pokazywał w stronę  loczka. Blondasek wypuścił ze smutkiem powietrze przez nos. Hazza widocznie się ucieszył, bo uśmiechnął się z radością w stronę Caroline. Podeszła do niego i zaczęli się całować. Nialler odwrócił twarz, nie chcąc patrząc na nich. Loczka widocznie pociągała Carole, on i ona po osiemnaście lat. Mieli by szansę, ale ona woli blondaska i to było widoczne. Harry z uczuciem całował Carole jeżdżąc dłonią po jej plecach. Brązowo włosa oderwała się od Hazzy podając mu butelkę. On jakby posmutniał i zakręcił butelką, trafiło na Nialla więc ponowił zakręt, znów na chłopaka mianowicie na mnie. Zakręcił plastikowym pojemnikiem i trafiło na Al. Z zawodem się do niej zbliżył i ledwo musnął jej różowiutkie usta. Oderwał się od niej szybko i zakręciła, trafiło na Nialla. Biedny ze smutkiem podszedł do niej i zaczęli się całować. Trwało to jakieś jedną minutę i skończyli.
-Ta gra robi się nudna... - Rzekł Liam patrząc na wszystkich. Pokiwaliśmy wszyscy dając do zrozumienia naszą zgodność.
-To co proponujesz? - Spytałem drapiąc się w swoją głowę.
-Może zrobimy ognisko? - Rzucił Louis.
-Świetny pomysł! - Krzyknęliśmy.
-To ja i Caroline zrobię coś do jedzenia, Liam rozpali ognisko, Hazza wraz z Louisem poustawia meble w ogródku, Zayn i Alex może poszukają kijek do kiełbasek. - Ruszyliśmy wykonać swoje ''obowiązki'' nadane przez Nialla.

*Oczami Caroline*

Niall ze złością pociągnął mnie za rękę do kuchni. Blondasek chodził w kółko, drapiąc się po swoich farbowanych włosach. Coś go wkurzało, nie da się tego ukryć. W jego niebieskich tęczówkach nie widziałam już iskierek, które kiedy patrzyłam w nie dostrzegałam. Nie! Teraz jedynie tak jakby, złość, zazdrość... Tylko czemu? - Rozmyślałam na ten temat.
-Co się stało? - Zapytałam z troską. Niall prysnął do siebie, i pokiwał przecząco twarzą. Spojrzał na mnie i zbliżył się do mnie.
-I ty się....... - Nie dokończył. Spojrzałam na niego, on w moje oczy. Zauważyłam, iskierki które pojawiały się z każdą sekundą. Zbliżył się do mnie jeszcze bliżej tak, że czuliśmy swoje ciała. Przybliżył swoje wargi i przyłożył je do moich.
-Nie potrafię się na ciebie gniewać.- Dodał po przerwaniu pocałunku. Uśmiechnęłam się i przytuliłam z całej siły. W jego ramionach czułam się bezpieczna, mogłam stać tak przez całe życie. Czułam za każdym razem motylki w brzuchu. To cudowne uczucie, wiedzieć, że jest na świecie taka osoba przy której każda twoja komórka ciała, nawet najmniejsza pragnie czuć, tego danego osobnika.
Oderwaliśmy się od siebie, Niall cmoknął mnie delikatnie ale uczuciowo w czoło. Spojrzałam na zegar wiszący nad zmywarką. Wskazywał w tym  momencie godzinę 20.10. Chwyciliśmy się szybko do pracy. Otworzyłam lodówkę. Co za szczęście, że chłopcy kupili coś więcej niż piwo. Wyjęłam jakieś kiełbaski i rzeczy potrzebne do szaszłyków. Zajęłam się przygotowywaniem ich. Po jakiś 5 minutach wszytko już miałam gotowe. Niall kazał mi jeszcze wyjąć chipsy, popcorn, żelki i piwo. Schowałam wszytko do koszyka przyniesionego przez Liama. Podniosłam się i poczułam dłonie na swojej talii. Rozpoznałam je, pochyliłam głowę do tyłu, kładąc ją na ramieniu Irlandczyka. Odwróciłam się i przytuliłam do niego.
-Świetnie wykonana robota! - Krzyknął schylając się w kierunku wiklinowego koszyka, napakowanego jedzeniem.
-O nie nie będziesz podjadać! - Uderzyłam go lekko w plecy kuchennym ręcznikiem.
-No dobrze, ale żelki są moje! - Krzyknął z uśmiechem zabierając koszyk. Pobiegł z nim w miejsce ogniska. Ja uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam na taras. W ogrodzie wszytko było już gotowe, meble poustawiane, Zayn i Al czekający z kijkami do nabijania kiełbasek w ręce, Liam rozpalający ognisko. Wszystko w jak największym porządku. Trzymałam w rękach piwo. Podchodziłam do każdego i wręczałam po butelce piwa. Usiadłam między Zaynem a Niallem i spoglądałam na unoszący się z ogniska szarawy dym, czułam jak płomienie ciepła uderzają w moje nogi dając mi wielką przyjemność. Wszyscy usiedliśmy i wypijaliśmy piwo. Niall wyjął gitarę i przygrywał nam. Nie wiem czy to za sprawą alkoholu bądź cudownej atmosfery chłopcy zaczęli śpiewać WMYB. Nawet o tym nie marzyłam, aby siedzieć teraz przy nich i słuchać jak cudownie śpiewają. Po około 2 godziny, wszyscy już zjedli kiełbaski i wypili odpowiednio dużo, aby odwalało.
-Carole.... t-t-ooo my już chyba..... musimy iść..... - Powiedziała ledwo trzymająca się na nogach i przewracająca się we dwie strony Alex. Plątał jej się język, ale zrozumiałam o co jej chodzi spojrzałam na zegarek który wskazywał 22.35. Przytaknęłam głową.
-Niiiieeeeeeeeee!!!! - Zaczęli krzyczeć chłopcy. Chwycili nas za dłonie i pociągnęli tak, że musiałyśmy usiąść.
-Ale my juuuuż m-muuuusimy.... - Al nie zdążyła dokończyć bo Harry ją pocałował.
Byłam zbyt zmęczona, aby coś powiedzieć. Spoglądałam jedynie na to co wokół mnie się dzieje. Niestety nie dałam rady wytrzymać bo po jakiejś minucie moje powieki stały się na tyle ciężkie, że ułożyły mnie do snu....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwsze co chcę zrobić, to podziękować za 750 odwiedzin. To dla mnie naprawdę coś niesamowitego, że czytacie to co moja chora wyobraźnia wytworzy :D Moi znajomi dobrze o tym wiedzą. 
Wkońcu rozdział 13. Przepraszam, pewnie mi nie wyszedł, ale mam nadzieję, że się spodobał oraz jeszcze czytacie :) 
To do zobaczenia w następnym rozdziale. Pozdrawiam :)





sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 12.

*Oczami Caroline*

Pod domem Alex byłam już po paru minutach. Al stała tam troszkę zziębnięta, na jej bladej twarzy widniały widoczne już chyba ze 100 metrów rumieńce. Stanęłam samochodem przed bramą, Alex szybkim ruchem wsiadła do środka, usiadając obok mnie z przodu. 
-Zimno tam? - zachichotałam 
-Nie ciepło, z ciepła się trzęsę- zaśmiała się
Ruszyliśmy z powrotem do mojego domu. Wydawało mi się, że w zaledwie 2 minut znajdowałyśmy się na moim podjeździe. Wysiadłyśmy z auta i weszłyśmy do domu. Rozebrałyśmy się w przedpokoju po czym pojawiłyśmy się w moim pokoju. Mój pokój wyglądał tak: KLIK. Zrzuciłyśmy wszystkie zbędne rzeczy na fotel, stojący w kącie. Zostawiłam Alex samą w moich czterech ścianach, zaszłam na dół po jakieś przekąski. Otworzyłam lodówkę lecz w niej nic szczególnego się nie znajdowało. Widocznie posmutniałam, na mojej twarzy pojawiła się podkówka. No cóż nie pozostało mi nic innego jak znowu wsiąść w samochód i pojechać na zakupy. Powolnym krokiem stawiałam swoje stopy na schodkach prowadzących na pierwsze piętro. Otworzyłam drzwi Alex leżąc na łóżku spoglądając na pulpit mojego turkusowego laptopa zwróciła wzrok w moją stronę.
-Przepraszam, ale...... - Oczy Al zwiększały się coraz bardziej. Doczekiwały się kontynuacji zdania.
-Muszę jechać na zakupy, moja mama chyba zapomniała doładować lodówkę - Zaśmiałam się. Przerażone oczy Alex stopniowo wracały do poprzedniego stanu.
-Jadę z tobą! - Rzuciła chwytając nasze rzeczy z fotela. Wybiegła z pokoju szybciej niż do samochodu kiedy po nią przyjechałam.
Uwielbiała chodzić po jakichkolwiek sklepach, zaczynając od spożywczych kończąc po komputerowych bądź mechanicznych. Kochała ze mną spędzać czas, czy to była 3.00 w nocy czy też 15.00 po południu. Wybiegłam z pokoju, Al czekała na mnie już z kluczykami w ręce w samochodzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wsiadłam za kierownicę i ruszyliśmy w stronę najbliższej galerii handlowej.


*2 godziny później*


Wybiła godzina 23.00 . Musieliśmy opuścić naszą ukochaną galerię handlową, z powodu tak późnej godziny. No cóż, wyszłyśmy jak to bywa, kiedy jestem na zakupach z Alex obładowane kolorowymi reklamówkami. Każdy kto obok nas przechodził chichotał zaraz po spojrzeniu na nas kątem oka. Wyglądaliśmy jak wielbłądy idące przez Saharę. Opuściłyśmy budynek, wpakowałyśmy do bagażnika zakupy, usiadłyśmy w środku i ruszyłyśmy do domu. Na podjeździe ukazałyśmy się już po ok. 10 minutach. Wyjęłyśmy reklamówki z zakupami i weszłyśmy do środka. Rozebrałyśmy się  i szybko pobiegłyśmy po schodach na górę. Otworzyłyśmy drzwi i dosłownie rzuciłyśmy się na zawartości naszych reklamówek. Alex kupiła sobie : czarną bluzkę, złoty naszyjnik z perłą, perłową bransoletkę do zestawu, turkusowe spodnie, zielonkawe krótkie spodenki przewiązane wokół bioder różowiutką wstążeczką oraz czerwoną bandankę. Ja natomiast : łososiowe rurki, zielone szpilki, niebieską bluzkę z krótkim rękawem, srebrny naszyjnik oraz białą bokserkę. Z naszych twarzy nie znikały szczere uśmiechy. Spakowałyśmy swoje zakupy z powrotem do reklamówek.
-Mogłabym? - spytała Alex wskazując na drzwi łazienki
-Jasne! Nie krępuj się! - Dodałam lekko popychając ją w stronę brązowych drzwi
Alex chwyciła swoją torbę i poszła do łazienki. Ja za ten czas ogarnęłam troszeczkę pokój. Chwyciłam torby z jedzeniem, zeszłam z nimi do kuchni, rozpakowałam i zrobiłam nachos, sałatkę, koktajle oraz czekoladowy torcik który kupiłyśmy po drodze w cukierni mojej cioci. Pobiegłam z wszystkim na górę po schodach do mojego pokoju. Alex stała już w pełni gotowa w swojej piżamce: KLIK.
-Co tak długo?! - podbiegła do mnie wyrywając mi wszystkie produkty z rąk, wyglądała jak wielki, drapieżny lampart lub inne zwierze.
Podeszłam w stronę komody, wyjęłam piżamę i weszłam do łazienki. Zmyłam resztki makijażu, rozpuściłam włosy i wzięłam kąpiel. Po zakończeniu przyjemności jaką każdemu ona daje na moje ciało zarzuciłam KLIK tą piżamę, rozczesałam swoje długie włosy po czym wyszłam z łazienki. Spojrzałam na Al na jej twarzy widniało rozbawienie które bezskutecznie próbowała zatuszować tylko lekkimi uniesionymi kącikami ust.
-Co cię tak bawi? - Na te pytanie Alex już nie wytrzymała i wybuchła jak bomba zaraźliwym śmiechem. Ja również zaczęłam chichotać patrząc na wijącą się ze śmiechu przyjaciółkę na łóżku.
Po jakiś 10 minutach troszkę uspokoiła się, popatrzała na mnie i wskazała abym zerknęła na swoje dłonie. Spojrzałam na siebie, miałam ochotę zacząć piszczeć. Wyglądałam jak jakiś ufoludek. Moje całe dłonie były zielone. Alex wybuchnęła ponownie śmiechem wraz ze mną. Poczułam jak po moim policzku spływa jedna, samotna łza. Nie była ona wywołana ze smutku, żalu lub tym podobne, była to łza rozbawienia. Po około 5 minutach przestałyśmy się naśmiewać ze mnie.
-Co ja takiego zrobiłam, że mam dłonie jak ufoludek? - Zapytałam przyjaciółkę. Ta zerknęła na mnie. Pobiegła do łazienki. Przyszła z jakimś niebiesko-szarym pojemnikiem.
-Nie chwytałaś czasami mojej farby do malowania ściany którą kupiłam po drodze? - Spytała z bananem na twarzy.
-Nieee... chociaż czekaj, gdzie on leżał? - Moje oczy powiększały się z każdym wymówionym słowem. Alex podparła swoją głowę dłonią, zrobiła minę a'la' ćpun. Wyglądała jak idiota.
-Leżała przy wannie geniuszu - Nadal podpierała się dłonią lecz zmieniła wyraz swojej twarzy. Otworzyła oczy na ''oścież'', usta utworzyła w płaską linię leżąc na łóżku.
-Przypomniałam sobie jak to było. Ta farba leżała przed moim szamponem. A pojemnik tego specyfiku był oblany tym zielonym paskudztwem. - Zaśmiałyśmy się. - Więc poczekaj... - rozbawienie zamilkło - ....skoro ja mam zielone ręce po pochwyceniu tego pojemnika, a ja go umyłam.... - Al spojrzała na swoje dłonie.
-Aaaaaa!!! - Krzyczała, chyba tak głośno, że wszystkich sąsiadów obudziła. Zatkałam jej usta ręcznikiem. Przecież była godzina 00:10. Alex uspokoiła się lecz zaczęła chichotać jak idiota.
-Idiotko! - Powiedziałam zatykając jej usta ręcznikiem. Al zaczęła jeszcze głośniej się śmiać, spadając na podłogę.
Zaczęłyśmy się śmiać jak głupie. Przecież był to zabawny widok. Patrząc jak Alex bije sobie guza na czole. Momentalnie na jej buzi pojawiała się coraz większa górka. Al wstała z podłogi ruszając do lustra. To co zobaczyła przeraziło ją bo przecież jak powiedziała :''Jak ja się teraz ludziom pokaże?!! '' - Łkała.
-Nie panikuj od czego są kosmetyki? - Zafalowałam zabawnie brwią co pocieszyło nieco przyjaciółkę.

*Następnego dnia rano*

*Oczami Louis'a*

Wszyscy oprócz Harry'ego zerwali się dość niespotykanie wcześnie, bowiem o godzinie 10.Naprawdę rzadko się zdarza abyśmy wstali z łóżek bez poganiania i narzekania Paula który musiał nas siłą wyrzucać z pod cieplutkiej pierzyny. Kiedy opuściłem swój pokój już cały przygotowany czyli miałem założony t-shirt z białym tłem a na nim niebieskie paski ułożone pionowo, zwykłe spodnie jeansowe, oczywiście bielizna oraz uczesany i jakby gotowy do wyjścia. Opuściłem swój pokój przedostatni, dostałem się do kuchni, otworzyłem lodówkę i pochwyciłem jednym, zwinnym ruchem marchewkę. Niall był ubrany w białą koszulkę, jeansowe spodnie i wyperfumowany tak, że czuć go już z 100 km. Liam miał na sobie zielonkawą koszulkę z napisem ''Daddy'' którą kupiliśmy mu wspólnie podczas pobytu w Ameryce oraz zwykłych spodniach. Zayn przyszedł ostatni, nie miał żadnej koszulki na sobie jedynie dresowe spodnie. Liam coś pichcił w kuchni nam na śniadanie bo przecież gdyby tego nie zrobił Niall goniłby go z łyżką w ręce, co pewnie i tak zrobi, ponieważ uwielbia straszyć naszego Daddy'ego. Minęła 1 godzina.
Harry zszedł na dół usiadł obok mnie. Był ubrany w koszulę w kratę oraz czarne spodnie. Wraz z pozostałymi chłopakami ''obdarowywaliśmy się'' wzrokiem. Spoglądaliśmy na siebie. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy, nikt nie chciał zmuszać do mówienia Harry'ego.
-To jak się czujesz? - Zapytał bez żadnego skrępowania Niall pakując w usta widelec z jajecznicą do  ust. Patrzeliśmy na niego z wyrzutem. On jedynie wzruszył ramionami i jadł dalej.
-Dobrze a co? - Odparł z uśmiechem Harry. Był rozpromieniony mimo tego co wydarzyło się pomiędzy nim a Alex.
Na tą odpowiedź prawie każdy zrobił oczy i przestał jeść <oczywiście nie Niall>. Harry zrobił w naszą stronę dziwną minę i nie czekając na naszą reakcję kontynuował śniadanie.

*Oczami Alex*


Czułam się podle. Wszystko przez tą malutką sprzeczkę która przydarzyła się mi i Harry'emu poprzedniego dnia. Gdyby nie Caroline dawno bym już siedziała w jakimś kącie cicho popłakując. Jak każda dziewczyna na zewnątrz jestem silna, odważna co do przyszłości lecz w środku krucha, delikatna, uczuciowa. Wczorajsza noc była świetna. Może nie spałyśmy wystarczająco dużo, bo jak można wyspać się polegując w łóżku zaledwie 2/3 godziny? Zeszłej nocy było na maksa zabawnie. Próbowałyśmy zmyć zielony odcień ze skóry dłoni różnymi specyfikami lecz bezskutecznie, nic to nie dawało, biłyśmy się poduszkami, jadłyśmy różne przysmaki, obgadywałyśmy chłopców, rozmawiałyśmy, robiłyśmy sobie fryzury itp. Jednym słowem wszystko co się robi na babskich imprezach. Jednak najbardziej zajęło nam czas rozmowy na temat tego co się teraz dzieje, bo przecież niedawno nie znałyśmy One Direction jedynie z internetu, gazet. Rozmarzałyśmy o naszych spotkaniach z nimi, jak to każda fanka. A teraz, znamy ich tak osobiście. Tak prywatnie. To było coś fantastycznego myślałam, że śnię. Byłyśmy zwykłymi fankami, teraz normalnie z nimi gadamy. Najbardziej mnie dziwi fakt, że chłopcy zapraszają nas do domu, na wycieczki, robią niespodzianki. Znamy się jedynie kilka dni, a oni tak od siebie zaufali nam jak mało kto. Caroline opowiadała mi przez całą noc jaki to wspaniały jest Niall. Było to dość dziwne, że całują się od chyba samego początku znajomości a przecież nie są ze sobą i nie znają się w 100 procentach. Wstałam o godzinie 12.10. Caroline jeszcze sobie smacznie spała, postanowiłam jej nie budzić. Chwyciłam swoją torbę z ubraniami i weszłam do łazienki. Obmyłam swoją twarz zimną wodą kranową i upięłam włosy w niedbały kok. Pociągnęłam zamek z torby, wyciągnęłam zawartość i przyglądałam się z niedowierzaniem. Wszystkie ciuchy nie nadawały się nawet do spania. Wyszłam z łazienki z zawiedzioną miną. Podeszłam do ubrań które wczoraj kupiłyśmy, ubrałam się w nie, ale coś mi nie pasowało. Aha no tak te nasze zielone dłonie, to znaczy teraz już limonkowe. Moje myśli przerwała Carole która właśnie opuszczała łóżko. Puściłam jej ciepły uśmiech, odwzajemniła go po czym chwyciła zakupione ubrania i weszła do łazienki. Minęła godzina 13. Caroline opuściła ją. Wyglądała niesamowicie. A te łososiowe spodnie tylko podkreślały jej szczupłe, długie nogi. Zeszłyśmy razem na parter domu. Otworzyłyśmy lodówkę i pochwyciłyśmy resztki z wczoraj. Skonsumowałyśmy wszystko co do okruszka, pobiegłyśmy na górę chwytając potrzebne rzeczy i opuściłyśmy dom. W naszym mieście mianowicie Sheffield świeciło słońce. Idealna pogoda na spacer. Ruszyłyśmy w stronę parku. Nagle zaczęli podbiegać do nas jacyś ludzie pstrykając nam zdjęcia. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się teraz dzieje. Nagrywali wszytko co powie Caroline, zadawali jej pytania : ''Kim jesteś?'', ''Czy spotykasz się z kimś z One Direction?'' itp. To było straszne! Przepchałyśmy się przez tłum ludzi i pobiegłyśmy czym prędzej do mojego domu.
-Co to było?! - Spytałam przyjaciółkę. Ona zdyszana próbowała złapać oddech.
-Wczoraj zrobili nam zdjęcie.... Znaczyy... - Poganiałam Carole - ....W kawiarni....ja... Niall i Zayn. - Zakończyła wyjęła butelkę wody z torebki i jednym ruchem przystawiła je do ust. Nic z jej paplaniny nie rozumiałam. Spojrzałam na nią ''spod byka'', wskazała mi abym usiadła. Opowiedziała mi wszytko co się wydarzyło w kawiarni, kiedy ja spędzałam ten czas w innym miejscu.
-I pewnie nasze zdjęcie widnieje teraz na pierwszej stronie pewnych gazet bądź w internecie... - Zrobiła podkówkę i pogłębiła się w smutku.
-To ja skocze do kiosku. Do tego za rogiem. Przecież mnie nie znają i nie widzieli jedynie w twoim towarzystwie, ale nie mają pewnie takie dobrej pamięci.- Uśmiechnęłam się ciepło i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedz chwyciłam kurtkę i wybiegłam z domu.....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I nareszcie 12 rozdział. Przepraszam bardzo za tak długą nieobecność, ale wiadomo nie miałam weny....
Spróbuję częściej poświęcać czas na bloga OBIECUJĘ!!!
Myślę, że aż tak bardzo nudny to ten rozdział się nie okazał. Postanowiłam także zmienić czcionkę na zwykłą bo ona lepiej po prostu wygląda :) Pozdrawiam i mam nadzieję, że nadal czytacie ^^


Chłopcy na pocieszenie :*





  

czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział 11.

*Oczami Caroline*

Bardzo martwiłam się o Alex. Wyglądała na naprawdę przygnębioną. Nie chciałam jej cisnąc, w końcu mi powie - pomyślałam. Wraz z Al wsiadłyśmy do samochodu, odpaliłam silnik i ruszyłyśmy w stronę domu. Byłam przygnębiona sprawą Alex, nawet nie puściłam radia. Siedziałyśmy w spokojnej, długiej ciszy. Tak gdzieś w połowie trasy musiałyśmy stanąć w korku, który wydawał się nieskończony. 
-To co właściwie się stało? - spytałam troskliwie spoglądając w przygnębioną twarz przyjaciółki.
Po krótkiej chwili ciszy która opanowała mój samochód. Alex zaczęła opowiadać o tym zajściu...
-...Harry... ja mu tylko powiedziałam... czy nie powinniśmy skręcić w prawo... - powiedziała
-I o to się pokłóciliście? Co było dalej...? - spytałam niedowierzająco
-Tak o to! Po tym jak się go spytałam czy nie powinniśmy skręcić tam w prawo on do mnie: ''To ja tu jestem kierowcą a nie ty!'' , a ja mu odpowiedziałam: ''Okey, ja się tylko spytałam, Carole zawsze gdy jedziemy do was skręca tu w prawo!'', a on: ''To jeśli uważasz, że jestem aż tak złym kierowcą aby mi zaufać, jeździj sobie z Caroline! '', tak to było... - powiedziała spoglądając w kącik szyby samochodu gdzie wisiało nasze wspólne zdjęcie z wesołego miasteczka
-Nie panikuj pogodzicie się! To była tylko lekka kłótnia Harry za niedługo cię przeprosi- przytuliłam przyjaciółkę, po tych słowach ruszył korek a my mogłyśmy jechać dalej...

*Oczami Louis'a*

Wszyscy martwimy się o naszego Loczka. Zamknął się w swoich czterech ścianach i nie ma zamiaru ich opuścić. Nikt z nas nie zna przebiegu tych zdarzeń. Próbowaliśmy się dodzwonić i do Carole i do Al, ale każda z nich jest poza zasięgiem.
-Chłopaki trzeba coś z tym zrobić... Nie można tak siedzieć w ciszy mnie by to dobiło!!!- zacząłem wrzeszczeć 
-To Louis idziesz do niego! On ci wszystko wyśpiewa! - chłopcy popchnęli mnie w stronę schodów
Nic mi nie pozostało jak tylko iść i porozmawiać z Haroldem.  Wszedłem po schodach i stanąłem przed drzwiami Harry'ego. Moja dłoń nacisnęła na klamkę, drzwi otwarły się szeroko. Wszedłem do środka i zauważyłem leżącego na pościeli Harry'ego. Podszedłem bliżej lecz mój przyjaciel dalej tkwił w bezruchu. Usiadłem na łóżku i pogłaskałem go po jego kosmatych loczkach. Harry podniósł swoją głowę. 
-Oj Loczku, mój Loczku cóż się stało? - spytałem żartobliwie przyciągając jego twarz do mojej piersi.
-Ja nic nie zrobiłem... to była Alex...zaczęła się mnie czepiać!!! - krzyknął lokaty i oderwał się ode mnie
-I o to poszło? - spytałem kiwając przecząco głową
-Mniej więcej... ale nie chcę o tym gadać... - odpowiedział rzucając się ponownie na łóżko twarzą ku dole
Nie chciałem go zmuszać do gadania więc poklepałem go po plecach i wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół i opowiedziałem wszystko chłopcom


*Oczami Caroline*

Po 1,5 godziny byliśmy już w Sheffield pod domem Alex. Była godzina 20. Pożegnałam się z Al i ruszyłam w stronę mojego domu. Po około 5 minutach byłam już u celu. Zaparkowałam samochód i weszłam do domu. Ściągnęłam buty, pokonałam schody i pokazałam się w swoim pokoju. Usiadłam na łóżku, wyciągnęłam aparat z torebki chwyciłam laptop do ręki i zrzuciłam na niego wszystkie zdjęcia które zrobiłam w wesołym miasteczku. Odłożyłam komputer, podeszłam do szuflady, wyjęłam ładowarkę i podłączyłam telefon do ładowania. Uruchomiłam mojego Iphone i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 6 nieodebranych połączeń i 1 wiadomość. Otwarłam wiadomość, była od mamy : ''Wybacz nie będzie nas w domu do 2 dni . Przepraszam, dobrych snów''. Trudno można by było tego nie przewidzieć, była pracoholiczką. następnie spojrzałam na historię połączeń: 2 połączenia od: Niall'a i po 1 od pozostałej 3 Liam'a, Louis'a i Zayn'a. Wybrałam numer przypadkowego chłopaka trafiło na Louis'a. 

*Rozmowa telefoniczna*
Lou -Hejooo!!! 
Car- Hej jak tam Harry?
Lou- Siedzi w pokoju i nie chce gadać...
Car- Nie opowiedział wam?
Lou- Nie a co Alex ci opowiadała?
Car- Tak
Lou-To opowiadaj! Czekaj dam na głośno mówiący
Car- Hej chłopaki!
Chł- Siemanko! Opowiadaj!
Car- Al mówiła :''ja mu tylko powiedziałam... czy nie powinniśmy skręcić w prawo,..Po tym jak się go spytałam on do mnie: To ja tu jestem kierowcą a nie ty! , a ja mu odpowiedziałam: Okey, ja się tylko spytałam, Carole zawsze gdy jedziemy do was skręca tu w prawo! , a on: ''To jeśli uważasz, że jestem aż tak złym kierowcą aby mi zaufać, jeździj sobie z Caroline! '', tak to było...
Chł- Łał... i o takie coś się pokłucili?
Car- Najwyraźniej...
Chł-  E tam nie ma się co tym przejmować pogodzą się!
Car- Muszę kończyć pa pa!
Chł- pa

Po skończonej rozmowie z chłopakami, odłożyłam telefon na swoje miejsce. Położyłam się na łóżku.
''Co ja będę teraz robić? Jest przecież dopiero 20.30.'' - pomyślałam. Chwyciłam ponownie telefon do swej dłoni, wybrałam numer Alex i zadzwoniłam.

*Rozmowa telefoniczna*
Car- Hej bejbee! Jak tam?
Al- Hej...
Car- Ale mi tu tak nie smutniaj!
Al- No dobrze...
Car- Co robisz?
Al- Nudzi mi się. Moja mama wraz z tatą wybrali się na wycieczkę i nie będzie ich dobre 3 dni.
Car- To świetnie się składa. Moich rodziców też nie ma. Jakieś sprawy służbowe. Zostawili mi pusty dom!
Al- To co robimy?
Car- Babski wieczór! Co ty na to?
Al- Brzmi świetnie!
Car- To gdzie?
Al- Jak wolisz? 
Car- To może u mnie? W moim domu potem mamy basen i inne rzeczy hahaha!
Al- Jasne! Tylko troszkę boję się o tej porze chodzić sama po ulicy
Car- Oczywiście nie ma problemu, zaraz będę u ciebie samochodem pozbieraj potrzebne ci rzeczy.
Al- Rzecz jasna! 
Car- Okey to czekaj.
Al- A mam inny wybór hahaha.

Po skończonej zabawnej rozmowie z Alex chwyciłam telefon, kurtkę oraz kluczyki. Wyszłam z domu  i wsiadłam do samochodu. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę domu Al...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 11... 
Po pierwsze bardzo dziękuję wam za ponad 500 odwiedzin!!! 
Mam nadzieję, że ten rozdział nie był aż tak nudny... :) 
Proszę o komentarze, bo było by mi bardzo miło zobaczyć wkońcu 1 komentarz!!!
Do następnego rozdziału :*



[t.i.]: Niall, nikt nie rzuca tak włosami jak ty. Jesteś mistrzem!!!


Niall: Oj przestań bo mnie zawstydzasz!

Nie wiem czy mi wyszedł, ale mam taką nadzieję :)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 10.

*4 godziny później*

*Oczami Zayn'a*

W wesołym miasteczku bawiliśmy się świetnie! Mimo tego, że na 4 godziny Louis i ja zostaliśmy... ''parą''. Było to dość śmieszne. A najbardziej w tunelu miłości, pracownicy kolejki chichotali, gdy zobaczyli jak wyjeżdżamy wtuleni w siebie a moja para płakała. Ale to nie było tak jak myśleli przy końcu trasu spytałem Louis'a jakby się zachował gdyby wszystkie marchewki świata zniknęły on zaczął panikować wtulił się we mnie i zaczął płakać, przyrzekam! Przynajmniej Harry, Alex, Niall i Caroline byli zadowoleni. Nam także podobał się ten wypad, ale na bank nie tak jak chłopcom. Gdy jesteśmy wszyscy w domu bez dziewczyn Hazza i blondasek zaczynają opowiadać PRZEZ CAŁĄ NOC jakie to Alex i Carole nie są piękne, mądre, słodkie... Ja wraz z Louis'em i Liam'em także mamy dziewczyny, moja to Pierre którą kocham a moi przyjaciele mają Eleanor a Liaś Danielle, one także są wyjątkowe tylko nie tak spontaniczne i kochające zabawę. Gdy tylko Niall :usłyszy Caroline zaczyna mu się plątać język, a jego błękitne oczy błyszczą jak diament. Hazza znowu po usłyszeniu: Alex zaczyna poprawiać sobie ciuchy i bawi się swymi ustami. Po zakończonej zabawie w wesołym miasteczku postanowiliśmy wpaść kawiarenki ''Royal''. Wyjechaliśmy podobną ekipą tyle, że doszedłem do ekipy Mellark. W jej samochodzie było o wiele zabawniej. Wszyscy śpiewali nasz kawałek WMYB. Po 30 minutach byliśmy już pod kawiarnią. Jednak Hazzy wraz z Alex nie było. Postanowiliśmy na nich nie czekać, weszliśmy do kawiarni i usiedliśmy przy stoliku. Otrzymaliśmy menu i zamówiliśmy po gorącej czekoladzie. 
-Dziękuję - powiedziała Carole przytulając nas wszystkich
-Nie ma za co mała - powiedziałem puszczając w jej stronę oczko
Kelnerka przyniosła nasze zamówienia. Każdy siorpnął łyk gorącego napoju. 
-Ciekawe gdzie się podziali, co nie? - rzucił Louis trzymając czerwoną rurkę tuż przy swoich ustach
-Nie mam pojęcia - odpowiedziałem - Może stoją gdzieś w korkach, nigdy nic nie wiadomo... - dodałem wkładając niebieską rurkę do ust.
W tym momencie Louis wsadził sobie swoją rurkę do nosa. Krzycząc przy tym na cały głos.
-Stary co ty odwalasz? - spytał Nialler chichocząc
-Próbuję wydłubać sobie mózg! - krzyknął robiąc nadal to co robi
-Do tego to potrzebowałbyś o wiele więcej czasu - rzuciłem i każdy zaczął się śmiać 
Ta atmosfera towarzyszyła naszym organizmom z jakieś 5 minut. Nagle zza krzaku znajdującego się przed kawiarnią ''Royal'' wyskoczyli paparazzi. Było ich z 5 i robili nam zdjęcia. Już widzę te jutrzejsze nagłówki gazet : ''One Romans'', albo ''Co to za dziewczyna?'' lub tym podobne. Caroline była zdezorientowana. Nialler chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą, ja wraz Louis'em próbowaliśmy zakryć Carole, aby paparazzi miało jak najmniej zdjęć przedstawiających te zajście. Brązowo włosa kelnerka otworzyła nam tylne drzwi, dzięki czemu mogliśmy bezpiecznie wyjść i odjechać. Co za szczęście, że samochód był zaparkowany tuż przed tym wyjściem. Pojawiliśmy się w  aucie jak burza. Zamknęliśmy szczelnie drzwi.
-Co to było?! - powiedziała Carole próbując uspokoić swój oddech
-Naprawdę cię za to przepraszamy, oni wszędzie nas znajdą... - odpowiedział Louis z podkówką na twarzy 
-Nic się nie stało, teraz wiem co czujecie... - rzekła podnosząc bródkę Lou ku górze - Przecież nic się nie stało - dodała przytulając go
-Cieszę się, że zrozumiałaś - uśmiechnął się Nialler 
-Pomyśl o jutrzejszych nagłówkach gazet... - powiedziałem -uśmiechając się łobuzersko
-To to jeszcze nic najbardziej boje się reakcji Directionerek - ułożyła swoje różowiutkie usta w podkówkę 
-Miejmy nadzieję, że cię polubią... No nie martw się tak - rzekł Niall składając pocałunek na jej policzku
-No właśnie, grunt to pozytywne myślenie! - krzyknęliśmy wspólnie rzucając się na szyję Carole 
Silnik został odpalony i czarny samochód ruszył w stronę domu.


*Oczami Alex*

Zaraz po odjechaniu spod wesołego miasteczka, na początku jechaliśmy za samochodem Caroline, ale przy zakręcie zmieniliśmy trasę.
-Pojedziemy na skróty - rzekł Hazza patrząc mi się w oczy
Nie mogłam nic wykrztusić, bo topiłam się w zieleni jego oczu. Były hipnotyzujące. Po jakiś 30 minutach utknęliśmy w korku.
-To to miały być skróty? - zaśmiałam się
-Przepraszam... - odpowiedział chwytając mnie za bladą dłoń
Harry zbliżył się do mnie, a ja do niego. Przymknęłam oczy i poczułam jak nasze usta się stykają. Wtedy po raz 2 pocałowaliśmy się...

*Oczami Niall'a*

Pewnie od jutra zaczną się pytania typu : ''kim ona jest?'' lub coś w tym stylu - pomyślałem -Ciekawe jak ja się wytłumaczę? Moje myśli przerwał odgłos gaszonego silnika. Byliśmy już przed domem. Wszyscy opuścili samochód i każdy oprócz Carole wszedł do domu. Wyciągnęła telefon z przedniej kieszeni i zadzwoniła do kogoś. My w tym czasie byliśmy już w domu.
-I co teraz? - spytałem z przerażeniem
-Ale o co ci chodzi? - spytał Zayn
-Co my powiemy jak się nas spytają o Caroline?! - spytałem wyciągając paczkę żelków i wkładając jeden za drugim prosto do buzi
-Nie wiem pogadamy o tym później... - odpowiedział Zayn kierując się do salonu
Byłem przerażony tym co się stało, starałem się tego nie okazywać. Podszedłem do lodówki, ale nic w niej nie było.
-Nieeeeee!!!! - zacząłem krzyczeć na cały dom wszyscy się zbiegli 
-Co się stało? - spytał zdyszany i przestraszony Liam
-Lodówka.... jest pusta - chciało mi się płakać
-O nie koniec świata! - zaśmiał się Zayn stojący za Liamem
-To nie jest śmieszne! -powiedziałem srogo 
-Okey, wyluzuj - uspokajał mnie Louis - Zamówimy pizze -odparł chwytając telefon do ręki
Caroline podeszła do mnie i przytuliła. -Nie bój się, lodówka będzie pełna... -odparła
-I co z Harry'm i Alex? - spytał zaniepokojony Daddy Direction
-Stoją w korku za jakieś 20 minut powinni się tu pojawić - odparła spokojnym głosem Carole
Usiedliśmy wszyscy na kanapie. Tylko ja chodziłem niespokojny, byłem bardzo, bardzo głodny. Oczekiwałem aż 10 minut na jedzenie. Otwarłem drzwi, wyrwałem pizze z rąk dostawcy niczym dzika zwierzyna na mięso. Podszedł do niego Louis.
-Proszę mu wybaczyć jest bardzo głodny... - zaśmiał się Lou
-Ile płacę? - spytał
- 50£- odparł dostawca
-Proszę - dodał Lou podając facetowi pieniądze po czym pożegnał się z nim i zamknął drzwi
Pizza była większa od stołu. Zjadłem chyba najwięcej, ze 7 kawałków i tak to mało, Zayn zjadł 3, Liam 2, Louis 4, a Caroline z 6.
-Nie wiedziałem, że masz taki apetyt i tyle możesz zjeść - powiedziałem wkładając kolejny kawałek pizzy do swych ust
-Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz... - odpowiedziała chichocząc i lekko popychając mnie na prawy bok
W tym momencie usłyszeliśmy trzask drzwi, wpadli jak burza do domu Alex i Harry. Hazza pobiegł od razu do swojego pokoju a Alex do salonu. Czuliśmy, że coś jest nie tak.
-Czy dzisiaj wyjeżdża jakiś autobus do Sheffield? - powiedziała Alex powstrzymując łzy
-Dzisiaj nie a co się stało? - zapytał Liam 
-Nie chcę na ten temat rozmawiać... - dodała Alex
-Al uspokój się... - powiedziała uspokajającym głosem Carole obejmując przyjaciółkę
-Już mam dość wracajmy do Sheffield proszę... - wyrwała się z rąk Caroline i błagającym głosem z zaszklonymi oczyma prosiła o powrót do domu
-Okey, masz tu kluczyki z auta zaraz tam będę i pojedziemy... - powiedziała Carole podając Al srebne kluczyki
Alex opuściła nasz dom. Każdy spoglądał na siebie nawzajem. Byliśmy zdziwieni tym co tu zaszło.
-Dzięki za wszystko, może się jeszcze zobaczymy... - rzuciła Caroline z wymuszonym uśmiechem
-Carole spróbuj się dowiedzieć co zaszło między nimi, my postaramy się zmusić Harry'ego - dodał Liam
-Jasne okey! -  odpowiedziała po czym weszła do przedpokoju a ja za nią
-Zadzwonię... - dodałem
-Liczę na to - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, musnąłem jej blady policzek swymi ustami, następnie Carole zamknęła drzwi, usłyszeliśmy dźwięk odpalonego silnika i płacz Al po czym czarny samochód opuścił nasz podjazd....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za tą czcionkę wyżej nie potrafię jej zmienić w edytorze jest taka jak powinna a na stronce po prostu się zmienia. 
I kłótnia.... Al i Harry'ego o co poszło pewnie teraz rozmyślacie kolejny rozdział jak mógłby wyglądać ciekawe czy któraś zgadnie... :D
Chcę wam podziękować za prawie 400 odwiedzin jest to dla mnie naprawdę bardzo ważne :)
Mam do was po raz kolejny prośbę... o komentarze... jeszcze nie mam ani 1 komentarza więc nie mam pojęcia jak mi idzie, będę też wdzięczna jeśli adres tego bloga podacie dalej to znaczy np. koleżance, przyjaciółce, siostrze itp.
To tyle dziękuję za przeczytanie i myślę, że aż tak bardzo to nie przynudzałam... 
Pa pa do następnego rozdziału :**



 Lou jest zazdrosny...:D

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 9.

*Oczami Alex*

Obudziłam się o godzinie 8. Wyspałam się jak nigdy. Na moją ucieszoną twarz padały ciepłe promienie słońca. Bardzo cieszyłam się z spotkania z chłopcami. Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki. Przekręciłam pokrętło z wodą i wymierzyłam sobie nią prosto w twarz. Jak na mnie to miałam dość dobry humor, co rzadko się zdarza mojej osobie. Chwyciłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje nie za długie włosy po czym spięłam w krótki kucyk. Napuściłam wody do wanny, usiadłam wewnątrz niej i wzięłam krótką kąpiel. Wyszłam, owinęłam się zielonkawym ręcznikiem i opuściłam pomieszczenie. Stanęłam przed szafą i zaczęłam szukać w niej czegoś odpowiedniego na spotkanie z chłopcami. Chciałam ubrać się dość luźno, nie zbyt sztywno tak, aby nie pomyśleli, że jestem sztywna czy coś. Po kilkunastu minutach wreszcie znalazłam odpowiedni zestaw ubrań. Wyciągnęłam to : KLIK. Mój styl ubierania jest całkiem inny niż Caroline, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Zarzuciłam na siebie ubrania, chwyciłam telefon do ręki, wyszłam z pokoju po czym pobiegłam po schodach na dół. Zza kolumny, znajdującej się przy schodach, dostrzegłam mamę. Była jak zawsze perfekcyjnie przygotowana i ubrana tak : KLIK. Trzymała w swoich bladych dłoniach swój : organizer bo tak go właśnie nazwała. Nikomu nie pozwalała go dotknąć, przestawić a co dopiero przeczytać. Mówiła zawsze : ''...w nim jest całe moje życie...''.
-Dzień dobry! - powiedziałam z uśmiechem na twarzy
-Dzień dobry! - odpowiedziała moja mama 
-Mamo znowu?! Czy ty nie możesz żyć bez tego durnego kalendarzyka? - powiedziałam zaglądając z ciekawości co mieści się w tej małej ''książeczce''
-Nigdy, przenigdy nie masz prawa zaglądać do mojego organizera!! Zrozumiano?! - Moja mama popadła jakby w wściekliznę, brakowało jej jeszcze tylko piany na ustach, zaczęła krzyczeć po całym domu, że nie wolno dotykać i takie tam... -Jeśli ja nie zaglądam do twoich rzeczy to ty także nie masz prawa do tego!!!
-Dobra przepraszam to było tylko tak w żartach - odburknęłam a moja mama chwyciła winowajcę kłótni po czym poszła schodami na górę
Otworzyłam lodówkę, lecz nic ciekawego się w niej nie znajdowało. Otworzyłam górną półkę i wyciągnęłam z niej 3 batoniki, po czym skonsumowałam je. Była już 9.40 wsadziłam telefon do tylnej kieszeni, założyłam byty, kurtkę i opuściłam dom. Szłam dość szybkim tempem bo wiem jak Caroline nie znosi kiedy się spóźniam. Pod jej domem byłam o 9.50. Otworzyłam furtkę, podeszłam pod drzwi i nacisnęłam dzwonek, raz, drugi, trzeci, nikt nie otwierał. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Carole.
*Rozmowa telefoniczna*
-Hallo? - usłyszałam rozbawiony głos przyjaciółki
-I ty się jeszcze pytasz, gdzie ty jesteś ?! - spytałam rozgniewana
-O jej sorki jestem u chłopców... - powiedziała ze smutkiem w głosie
-Phhh.... za ile będziesz? -spytałam lekko oburzona
-Daj mi z jakieś 30 minut będę pod moim domem czekaj tam na mnie! - powiedziała radośnie
-Okey, pa - odburknęłam
-Pa! - po czym się rozłączyła
Była 10.10 czyli pod jej domem powinnam pojawić się o 10.35 - pomyślałam -Tylko co ja biedna będę robiła przez 30 minut? 
Ruszyłam w stronę domu. Minęły kolejne mętne 20 minut. Ponownie wyszykowałam się i pojawiłam się pod domem Caroline. Czekałam tak 20 minut przed jej przyjazdem. W końcu  na podjeździe ukazał się czarny samochód Carole. Wysiadła z niego cała uśmiechnięta.
-Przepraszam... - powiedziała radośnie, przytulając się do mnie
-Wybaczam ci.... - odpowiedziałam odwzajemniając uścisk
-Chodź wejdziemy do mnie bo muszę się przebrać - rzuciła kierując się w stronę drzwi wejściowych
Zaraz po wejściu pobiegłyśmy na górę do pokoju radosnej Carole. Wpadła do łazienki niczym burza  . Gdy w końcu z niej wyszła zaatakowała szafę niczym lew na zebrę czy coś w tym stylu... Zarzuciła na siebie to : KLIK. Wyszłyśmy z jej pokoju, Caroline zamknęła drzwi i wsiadłyśmy do samochodu. Jak to zwykle bywa, podłączyliśmy Ipoda do radia więc bez przypału się nie odbyła podróż. Aby jazda była jak najbardziej udana opowiadałyśmy nawzajem kawały, które najzabawniejsze to one nie były ale i tak śmiałyśmy się jak nienormalne. Wydawało nam się jakbyśmy jechały tylko z jakieś 15 minut. Po ok 1,5 godziny byliśmy pod domem chłopców. 

*Oczami Harry'ego*

Każdy bardzo dobrze bawił się w Nando's, ulubionej knajpie naszego kochanego blondaska. Caroline musiała szybciej nas na chwilę opuścić, ponieważ zadzwoniła do niej Alex. Szybko się zbierała, my tak samo tylko do domu bo co będziemy sami robić w Nando's , pewnie dla Nialler'a nie było by kłopotu, ale wiecie o co mi chodzi. Liam wraz z Danielle wyszli bo Dan miała jakieś sprawy do załatwienia na mieście. Wsiedliśmy wraz z chłopcami do mojego samochodu i odjechaliśmy w stronę domu. Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do domu. Niall pobiegł natychmiast do lodówki, Zayn do lustra wiszącego przy wieszaku, Louis do swojej skrywki na marchewki a ja na kanapę. Włączyłem telewizor i skakałem po nieznanych mi kanałach. W końcu zostawiłem na MTV, gdzie właśnie leciał wywiad który mieliśmy z jakieś 2 tygodnie temu. Szybko mi się z nudził, ponieważ nie chciałem oglądać jak nasi anty fani nas oczerniają. Wyłączyłem telewizor i rozłożyłem się na kanapie. 
-Co ty tutaj się tak rozkładasz? - powiedział Niall z pełną buzią chipsów 
-A ty nie najadłeś się w Nando's ? - odpowiedziałem śmiejąc się, Niall usiadł na fotelu
-Ja nigdy nie jestem najedzony... - rzucił
-A tak w ogóle to gdzie dzisiaj się wybieramy? - spytałem bo chyba tylko ja z dziewczynami nie wiedziałem
-Mamy zamiar iść do wesołego miasteczka, w końcu przecież każdy tutaj jest zabawny i kocha zabawę, to idealne miejsce... - odpowiedział pakując kolejną garstkę chipsów do swych różowiutkich ust
Rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach i ucięliśmy sobie krótką drzemkę z jakieś 2 godziny.


*Oczami Alex*

Gdy byliśmy już na miejscu, Caroline poprawiała swój makijaż ja jedynie musnęłam swoje cienkie różowiutkie usta balonowym błyszczykiem, a oczy mascarą. Mojej przyjaciółce najwyraźniej bardzo zależało, aby przy ''chłopcach'' wyglądać jak najlepiej, choć każdy mógłby zauważyć, że te całe przygotowania to tylko i wyłącznie dla jej kochanego Niall'a. Kiedy przy niej wypowiadano jego imię w jej bursztynowych oczach pojawiał się błysk i cieszyły się jakby nienormalne. Otworzyłyśmy drzwi i weszłyśmy do środka. 
-Hej! - rzuciłam uśmiechając się do siedzących chłopców w salonie
-Hej! - powiedzieli zgodnym chórem pozostali chłopcy, Harry natomiast podszedł do mnie i ucałował moją prawą dłoń
Zdjęłam wraz z Caroline buty, ja zostałam z Harrym a Carole podeszła do Niall'a i razem gdzieś znikli. Harry bardzo mi się podobał, był moim ulubieńcem, kochałam go jak każda fanka, jednak odkąd znam go tak prywatnie czuję, że kocham go tak naprawdę. Mamy dużo wspólnych cech i jak Caroline mówi : '' bardzo ładnie razem wyglądacie...'' i tym podobne. Wraz z Harry'm poszliśmy do jego pokoju, gdzie położyliśmy się na łóżku i rozmawialiśmy o rzeczach mało ważnych. 

*2 godziny później*

Całe 2 godziny spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, Harry to naprawdę bardzo uczuciowy facet. Za każdym razem kiedy na niego patrzę nie mogę uwierzyć w to co się stało, w to że znam go tak osobiście... 
-Zakochańce schodzić mi tu na dół!!! - usłyszeliśmy krzyk Zayn'a z dołu, popatrzyliśmy się na siebie i zeszliśmy po schodach do salonu
Harry trzymał mnie za rękę i ciągnął za sobą, za nami ujrzeliśmy wtulonych w siebie Niall'a i Carole. Naprawdę pięknie razem wyglądali, ale nikt nie wiedział czy tak na serio są ze sobą. Żaden z nas nie chciał ich speszyć lub przyśpieszyć ten ''proces''. Gdy wszyscy byliśmy już na dole usiadłam na czerwonej sofie w salonie.
-To gdzie właściwie idziemy? - spytałam wraz z Carole 
-Niespodzianka! Ale nie macie się czego obawiać każdemu będzie się podobał ten wypad... - rzucił Niall jedzący paczkę chipsów, puszczają w naszą stronę oczko
Chłopcy są bardzo zabawni więc na pewno będziemy się świetnie bawić. Wszyscy wyszli z domu. Harry musiał zamknąć dom więc chwilę z nim zostałam i opłacało się. Wychodząc Harold chwycił delikatnie mą dłoń i przyciągnął do siebie. 
-Poczekaj... - zaczął po czym musnął swoimi ustami moje, następnie mocno mnie przytulił i wyszliśmy z domu
-Okey to jak jedziemy? - Spytała Caroline stojąca między Tommlinson'em a Horan'kiem.
-Są 2 auta więc kto jedzie ze mną? - rzekł Hazza lecz nikt nie podniósł ręki zachichotałam i podniosłam dłoń ku górze i przytuliłam się do niego
-Wiecie... może jeszcze przynajmniej 1 osoba z nami pojedzie dla towarzystwa? - spytałam patrząc na Malik'a
-No dobra! - powiedział oburzony Zayn wchodząc do samochodu
-To co? Jedziemy! - Krzyknął Louis zbierając swoją pupcię do auta
Samochód Mellark wyjechał już z podjazdu i zniknął w mgnieniu oka, bowiem Carole nie była spokojnym kierowcą lubiła szybką jazdę. Ekipa Styles'a stała jeszcze na podjeździe, ponieważ niemądry Hazza zapomniał czegoś wziąć z domu. Czekaliśmy tak z 5 minut, po czym  wyjechaliśmy. Droga minęła dość zabawnie, bowiem Malik wyciągał różne rzeczy z schowka którym się chwalił przez okno. Jechaliśmy z 1 godzinkę, nie więcej. Wysiedliśmy, a moim oczom ukazał się wielkie wesołe miasteczko. Caroline była bardzo szczęśliwa, bo rzuciła się na szyje Lou i Niall'owi. Ja zrobiłam to samo tylko na Zayn'ie i Harold'owi. Chłopcy kupili bilety i weszliśmy do środka. Zaraz po wejściu otoczyło nas tłum Directionerek. Na szczęście nie wypytywały się o nas tylko zrobiły sobie fotki i dostały autografy po czym się rozeszły. 
-Przepraszamy, ale no wiecie... - zaczął Harry
-Nie ma sprawy - powiedziałam i pocałowałam go w policzek
-Okey to gdzie teraz idziemy? - spytał Zayn
-Wszędzie! - odparłam
-Tak więc zacznijmy może od tunelu miłości.... - zaczął niepewnie Harry\
-Czemu nie! Ja z Harrym, Caroline z Niallem więc... - powiedziałam chichocząc spoglądając na Zayn'a i Louis'a, oni popatrzeli na siebie z wielkimi oczami
-No nie panikujcie przecież to tylko przejażdżka... - zaśmiał się Niall
-No dobra! - zaśmiali się 
Poszliśmy w stronę kolejki, następnie na diabelski młyn i wszystkie atrakcje które się tam mieściły. Każdy bawił się znakomicie! Choć Louis i Zayn musieli robić wszystko jako para co było bardzo zabawne, kasjerzy śmiali się próbując to ukryć, ale zbytnio im się to nie udawało.....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Pierwszy pocałunek Alex i Harrego cieszycie się? Ja bardzo!
Chciałabym też wam bardzo podziękować za te wszystkie odwiedziny tego oto bloga, bo bez was on by nie istniał i mam do was prośbę : Jeśli możecie to napiszcie mi komentarze bardzo mi na tym zależy bo nie wiem jak mi idzie więc wiecie... Będę za to bardzo wdzięczna i jeśli możecie to podajcie ten adres koleżance, siostrze... directioners!! 
To tyle Dziękuję za przeczytanie! Pa pa do następnego rozdziału :**


A to to tak na poprawę humoru :D